Poniedzia�ek, 18 Luty 2019 r. Konstancji, Krystiana
Pogoda: Mazowieckie temp. -5 °C ciśn. 1024 hpa
Discovering Europe... czyli jadąc w siną dal cz.3 01
, źródło: ( ZOBACZ GALERIĘ )
~17-02-2011; 16:28

Discovering Europe... czyli jadąc w siną dal cz.3

Trzeci etap podróży zakładał dalszą wędrówkę na zachód, tym razem nadmorską częścią Pirenejów aż do granicy hiszpańsko-portugalskiej na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Iberyjskiego.

Etap ten miał się rozpocząć jednak od zwiedzania jednego z ciekawszych miast na mojej drodze – San Sebastian aka Donostii. Po kilkudniowym, dość męczącym górskim odcinku specjalnym, zgodnie z sugestią kilku osób, zacząłem od dnia restowego, spędzonego w całości na zwiedzaniu miasta oraz testowaniu doskonałych tapaz w lokalnych tawernach i pub'ach.

Najciekawsza część miasta – ścisłe centrum jest ograniczone przestrzennie do okolic plaży i portu ulokowanych nad malowniczą zatoką, do której wstępu od strony Oceanu broni maleńka wysepka z latarnią morską. Tej malowniczej atmosferze zdają się poddawać również mieszkańcy miasta – niedziela w San Sebastian mija leniwie tłumom spacerującym po otaczającym wspomnianą zatokę bulwarze i przyległych uliczkach. Miasto nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych, ani też nie powala architekturą, więc turystów nie było wielu. Do samego miasta dostałem się w najprostszy z możliwych sposobów, tj. łapiąc stopa co zajęło mi jakieś 30 sekund od opuszczenia campingu i wyciągnięcia ręki w stronę pierwszego zbliżającego się samochodu. Ręka, szeroki, pogodny uśmiech i dziewczyna prowadząca starą jak świat Renault Lagunę z zawieszoną na lusterku przeogromną, zasłaniającą pół szyby maskotką Sponge-Boba nie mogła się nie zatrzymać... (nie pytajcie mnie skąd wiem, co to jest Sponge Bob, bo nie wiem, ale tego dnia poprawiałem swój hiszpański rozmawiając właśnie o tym.



Wałęsając się po mniejszych uliczkach w okolicy tutejszego rynku dotarłem do jednej z knajp / barów, których w zasadzie nie opuszczałem, gdy dotarłem swego czasu do Madrytu – typowa Tapazeria, gdzie spędzasz czas na stojąco, spożywając najróżniejsze zimne i ciepłe przekąski przygotowywane na bieżąco przez obsługę, oczywiście podlewane obficie dostępnymi tam winem i piwem. Mnie osobiście w tego typu miejscach urzeka nieprawdopodobny gwar i harmider tam panujący oraz luz z jakim wszyscy się bawią, bo trzeba zaznaczyć, że czas spędzony tam nie jest typowym lunchem, a zdecydowanie sposobem na spędzenie wczesnego, przed-siestowego, niedzielnego popołudnia... Ciekawostką tych miejsc jest to, że wszystko co należy określić jako zbędne (tj. zużyte serwetki, wypalone papierosy, wykałaczki, na które nabite były przekąski, etc.) zrzucane są na podłogę, a ta sprzątana jest dopiero, gdy uzbiera się odpowiednia warstwa tego wszystkiego.

poprzednia 1 2 3 4 5 następna

 
Dodaj do: Drukuj stronę Wyślij link Zgłoś błąd  
  Dodaj swój komentarz  

0 komentarzy

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Bikers.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Jeśli którykolwiek z komentarzy zamieszczonych na forum łamie prawo zawiadom nas o tym